Przyszłość kościoła: Początek

 Jeśli w moich uczuciach i myśleniu czuję brak – i ten brak napędza moją modlitwę – to nie modlę się w duchu. Więc muszę dorosnąć! Wyrosnąć z poziomu ciała i dorosnąć do poziomu w duchu.  

Wiele lat temu postanowiłem zgłębić to, co zdawało mi się być „zasadami Królestwa Bożego”. Mówiłem o tym wam już rano. Jedną z rzeczy, którą musiałem zaakceptować, to rzeczywistość ciągłych zmian. Co się działo wczoraj jest inne od tego, co się stanie dzisiaj. A jutro czeka na mnie coś nowego. To będzie nowe objawienie od Boga. Kierunek od Boga. Coś co rzuci wyzwanie rutynie w moim życiu. To może być światło, które przyjdzie, by skorygować moje zachowanie względem innych. Może to być dla mnie wyzwanie, które przynosi zmianę do mojego charakteru. Może przyjść zmiana w relacjach i będę musiał zmienić moje zachowanie wobec ludzi – będę musiał w nie wnieść coś nowego. Będę wchodził w rzeczy, które będą inne, nowe.

Bóg jest Bogiem zmiany. Ale jest w tym cel. Ta Boża zmiana nie przychodzi tylko dla ciebie, ale też po to, byś mógł wpłynąć na świat dookoła ciebie. Za każdym razem gdy Bóg robi coś w tobie, robi to po to, byś zrobił coś dla innych. Biblia mówi, że Bóg cię pobłogosławi, żebyś się stał błogosławieństwem, byś mógł błogosławić innych. Więc kiedy Go szukasz, wchodzisz z nim w relację z egoistycznym nastawieniem, po to by szukać swego, będziesz łamał Boży cel w swoim życiu. Będziesz przekręcał wolę bożą. Nie możesz oddzielić przyjmowania od dawania. Bo w królestwie Bożym prawdziwe błogosławieństwo nie przychodzi wtedy, kiedy coś od Boga otrzymujesz. Prawdziwe błogosławieństwo jest wtedy, gdy coś z siebie wyswobadzasz, dajesz. Bardziej błogosławione jest dawać niż brać.

Musimy się tego nauczyć. Musimy być tego świadomi i przygotować się na dawanie, bycie hojnym. Musimy tak planować dzień, by mieć czas na hojność.

Dam wam przykład. Biblia mówi, że Jego dom będzie zwany domem modlitwy dla wszystkich narodów – i to ty jesteś domem ducha. Jezus przez wiarę mieszka w domu twojego serca. Więc ten piękny dom – ty – jesteś domem modlitwy. A czym jest modlitwa? Rozmową z Bogiem. Tak? Co się dzieje, kiedy z kimś rozmawiasz? Co się dzieje w trakcie konwersacji? Mówisz i słyszysz, co druga osoba mówi. A co jest ważniejsze? To, co ty masz do powiedzenia, czy to, co Bóg chce ci powiedzieć? Więc w rzeczywistości po pierwsze musisz się wyszkolić w tym, że słuchasz.

Bo w dynamice modlitwy to jest nasza pewność – że wszystko, o co byśmy poprosili zgodnie z wolą Bożą stanie się nam. Ale możemy mieć też tę pewność, że jeśli nie jest coś zgodne z wolą Bożą, to się to nie stanie. Więc aby modlić się zgodnie z wolą Bożą, muszę nauczyć się słuchać.

Jezus powiedział, że mówił to, co słyszy, że Ojciec w Niebie mówi. Więc nie wypowiadam słów na modlitwie w oparciu o własne wrażenia. Nie modlę się dlatego, że widzę, że mam jakiś brak. To byłaby modlitwa oparta na cielesnej reakcji, na cielesnym widzeniu. Nie modlę się tylko dlatego, że czegoś potrzebuję. Bo jeśli naprawdę rozumiem, że już dano mi „wszystko, czego potrzebuję do życia i pobożności”, to nie muszę o to prosić. Jeśli w moich uczuciach i myśleniu czuję brak – i ten brak napędza moją modlitwę – to nie modlę się w duchu. Więc muszę dorosnąć! Wyrosnąć z poziomu ciała i dorosnąć do poziomu w duchu.

Pytałem się Boga kiedyś o to i dał mi taką wizję. Zobaczyłem siebie wchodzącego w Bożą Obecność, przed Ojcem w Niebie. Powiedziałem do Niego: „Tato!” I przytuliłem się. Bóg spytał się mnie: „Victor, czego sobie życzysz”? Wyciągnąłem listę z kieszeni i zacząłem czytać wszystko, co było na mojej liście modlitewnej.

„Victor! Czy mógłbyś się uciszyć na chwilę i zacząć słuchać?”. Zacząłem więc słuchać i usłyszałem, że o te wszystkie rzeczy, które chciałem prosić, ciągle wstawiał się Jezus razem z Duchem Świętym. I Bóg Ojciec się mnie spytał: „Czy myślisz, że jestem taki głupi, że musisz mi powtarzać to, co Jezus już powiedział?”

Kiedy zdajesz sobie sprawę, że Bóg wie, czego potrzebujesz, nim o to poprosisz, będziesz inaczej się modlił – bo jesteśmy powołani, by stać się współuczestnikami Bożej natury. Więc kiedy wchodzę w Bożą Obecność, to wiem, że tam już jest atmosfera wstawiennictwa, przed tronem łaski trwa wstawiennictwo. I to wstawiennictwo toczy się też o mnie. O to, bym był wolny od cielesności i mógł się poruszać w wymiarach ducha – bo chodzi o to, bym stał się domem modlitwy dla wszystkich narodów i przez to błogosławieństwem dla innych. Zatem tu nie chodzi o mnie. Ja się nawet nie muszę modlić o swoje rzeczy. Nie modlę się o siebie… (Choć czasem, mam chwilę niepokoju i się pytam: „Panie! Ty wiesz, czego potrzebuję? Co nie?”. A Bóg mi odpowiada: „Tak, Victor. Wiem.” I wtedy oddycham z ulgą).

Ale jak to rozumiesz, to planujesz swoje życie dookoła takiego wstawiennictwa. Łączysz się z Duchem we wstawiennictwie – i wychodzisz z hiper-wrażliwości na swoje potrzeby, aby stać się wrażliwym na to, co jest potrzebne dookoła ciebie. Bo miłość Boża, miłość, którą mamy mieć wzajemnie do siebie, nie szuka swego, ale szuka przede wszystkim tego, co dobre dla innych.

Daje wam ten przykład, żeby pokazać, że Kościół stoi na głowie. Przez większość czasu idziemy naszym działaniem w złym kierunku.

Kiedy byłem jeszcze w Argentynie, prosiłem, żeby Bóg mi pokazał, co stanowi wyzwanie, przed którym stoi Kościół obecnie. Pytałem się: „Panie! Jak Ty postrzegasz Kościół? Co chcesz zmienić? Jakie są wyzwania, przed którymi stoimy w tym czasie?”. Bo Duch cały czas w nas pracuje – jest powiedziane, że Duch przygotowuje Oblubienicę-Kościół tak, aby był bez zmazy czy skazy czy czegoś w tym rodzaju (Efezjan 5:27). To znaczy, że ciągle mamy niedoskonałości, nad którymi Duch pracuje. Więc jak zdajesz sobie z tego sprawę, to rozumiesz, że czekają nas zmiany – że Bóg pragnie zmienić nas tak, byśmy skaz nie mieli.

Wtedy pojechałem do prowincji Mendoza, która jest regionem produkcji win. Mieliśmy tam trzy spotkania w tygodniu na konferencji, na której było kilka tysięcy osób. Gdy siedziałem na pierwszym spotkaniu, czekając by głosić, Bóg się mnie spytał: „Victor! Co masz przed sobą?”. Odpowiedziałem: „Przede mną siedzą ludzie, kongregacja, której mam dziś głosić – kościół”. Bóg pytał dalej: „Victor, dlaczego oni tu są? Jaki jest ich priorytet, by tu przyjść na to spotkanie kościelne? Jaki jest ich priorytet?”. Odpowiedziałem: „Priorytet jest taki, że mają potrzeby i chcą ich zaspokojenia. Niektórzy potrzebują uzdrowienia, inni pocieszenia, inni proroczego słowa kierunku.”

– „A kto zaspokoi te potrzeby?”

– „Ty, Panie!”

– „Jesteś pewien?”

– „Tak, Panie! To Ty jesteś zaspokojeniem naszego życia. Ty jesteś doskonałym zaopatrzycielem.”

– „To skoro ja jestem ich zaopatrzycielem, to co ty robisz na tej scenie?”

– „Jak to, Panie? Ja mam być twoim kanałem, mam przynieść słowo, żeby ludzi zachęcić do praktykowania wiary. Będziemy wzywać do zbawienia. Będziemy się modlić o chorych. Wiesz, Panie! To działa! Ludzie to otrzymują!”

– „Victor, prosiłeś mnie, bym pokazał ci wyzwanie, przed którym stoi Kościół…” i ciągnął dalej: „Ja jestem z moim Kościołem, z każdym moim wierzącym 24h na dobę 7 dni w tygodniu i nie byłem w stanie doprowadzić tych ludzi do zaspokojenia w tygodniu, a ty myślisz, że doprowadzisz ich do tego na swoim malutkim spotkaniu?”

Na następnym spotkaniu Bóg mi powiedział: „Victor, jesteś dobrym nauczycielem”. Odpowiedziałem: „Tak, Panie! Jestem.” Jeździłem po całym świecie to robiąc, więc przyznałem, że jestem dobry. Powiedziałem: „Tak, jestem. To Twój dar, Panie, ale nie byłbym w stanie tego robić, gdybym nie był w tym dobry.” Bóg mi odpowiedział: „Victor, możesz mieć tysiące ludzi. Możesz być czempionem głoszeń ze sceny. Możesz poruszać się w mocy, która przekracza twoje zrozumienie. Ale jeśli nie będziesz wyswobadzał ludzi do tego, by wchodzili w używanie swojego potencjału, jeśli nie będziesz ich wyposażał, zachęcał i umożliwiał im stania się tymi, kim naprawdę są, aby każdego dnia osiągali swój pełny potencjał, który mają we Mnie dla celów Królestwa – to jest to porażka.”

A na kolejnym spotkaniu Bóg się mnie spytał: „Victor, na tym spotkaniu, tak jak jest ono obecnie zorganizowane, kto będzie najbardziej błogosławiony i osiągnie największe zaspokojenie?” Odpowiedziałem: „Panie, powiedziałeś, że bardziej błogosławioną rzeczą jest dawać niż brać – więc zapewne przy takiej organizacji najbardziej zaspokojony będę ja sam”. Pan się mnie spytał: „Jaką część waszych zasobów potrzebowaliście zużyć, żeby to spotkanie zorganizować? Ile potrzebujecie zasobów finansowych, materialnych, zasobów ludzkich, darów, by utrzymać tę strukturę?”. Powiedziałem: „Około 70%”. Bóg stwierdził: „Więc ta struktura jest egoistyczna sama w sobie, bo bardziej służy tobie niż ludziom”.

Rozumiecie, w tej relacji, którą mamy teraz – ze mną na scenie i z wami jako publicznością – kryje się niesamowity poziom zwiedzenia. Aby tu stać musiałem rozwinąć pewien rodzaj zachowania, który umożliwia mi stymulowanie waszej uwagi. A jednocześnie fakt, że siedzicie i mnie słuchacie, jest dla mnie niezwykle stymulujący. W pewien sposób muszę grać na waszych emocjach, starać się tworzyć uczucie niedosytu, abyście przetrwali resztę tygodnia, a w piątek czuli, że macie potrzebę przyjścia na niedzielne spotkanie – bo ja będę kanałem, przez który zaspokojone będą potrzeby, które macie. Ale jednocześnie ja dzięki temu „wybawiam” was od wejścia na poziom podjęcia zobowiązań względem Boga. Wejścia w intymną relację. Nie będziecie szukać relacji z Bogiem, przez którą przychodzą odpowiedzi, jeśli dostaniecie je ode mnie. „Wybawię” was, jeśli jej unikacie i jeśli Bóg wam stawia jakieś wyzwania, które chcecie ominąć. W rezultacie nigdy nie dojrzejecie w duchu. Nie będziecie mieć osobistego prowadzenia Ducha. Od czasu do czasu dostaniecie jakąś wskazówkę od Boga, ale nie będzie to pełne rozumienie celu Bożego i potencjału, który macie w sobie dla życia każdego z was.